FANDOM


Takoja Shadow Beast by Dirke

Przeszłość zawsze będzie żyła w nas. Nie da się przed nią uciec, ukryć czy też zapomnieć. Ona zawsze wraca i odbija się echem...


Nad krainą zwaną Feralas zapadł zmrok. Gwiazdy lśniły swym blaskiem na ciemnym niebie. W północnych górach była nie duża taureńska wioska, która teraz oświetlona była przez pochodnie palące się przy drodze i domach. Mimo ciszy panującej w lasach Taureni krzątali się po dwóch domach, gdzie na świat przychodziły właśnie małe dzieciątka. Kiedy Mu'sha górował na niebie na świat przyszedł mały, brązowy Tauren. Szaman Plemienia od razu poprosił Matkę Ziemie o błogosławieństwo dla nowego członka rodziny oraz nowego życia. Kiedy To An'shu wyłaniał się za horyzontu, a Mu'sha widząc go chował się z drugiej strony na świtał przyszło kolejne dziecko. Mała, czarno biała dziewczynka. Szaman znów poprosił Matkę o błogosławieństwo. Dzieci chowały się w spokoju i rodzinnej atmosferze. Wioska składała się z trzech klanów, jednak mimo tego panowała między nimi rodzinna atmosfera. Nie było wyjścia, jeśli przetrwać chcieli. Ojciec małą dziewczynkę często zabierał na jedno ze wzgórz i razem spoglądali w niebo i opowiadał jej różne opowieści. Kiedy to dwójka maluchów podrosła, aby móc uczyć się, stary szaman przyglądał się im dokładnie i uczył ich. Każde z rodziców martwiło i zastanawiało, jaką drogę wybiorą ich pociechy, kim się staną. Były jednak za małe, aby podjąć taką decyzje. W końcu nadszedł czas, kiedy mały Tauren otrzymywał swoje pierwsze imię. Rodzice z dziećmi siadali przy ognisku. Pozostała część wioski siedział dalej za nimi. Przy ognisku stał najstarszy z szamanów oraz dwóch młodszych. Odprawili rytuał nadania imienia. Prosili duchy przodów o pomoc. Małe dzieci obserwowały uważnie to, co się działo dookoła. Nigdy wcześniej nie przeżyły czegoś podobnego. Ognisko było ogromne, płomienie niemalże dotykały nieba. W końcu stary szaman zawołał dwójkę dzieci. W tym czasie pozostała dwójka szamanów pokryła ich futra rytualnymi wzorami, przedstawiającymi różne zwierzęta i znaki. W ten czas zaczęto grać na bębnach, prymitywnych fletach i dzwonkach przypominającymi trochę tamburyna, w powietrzu oprócz powagi wydarzenia dało się wyczuć zapach różnych ziół. Dwójka młodszych szamanów zaczęli śpiewać pieśń i tańczyć przy ognisku. Dzieci przyglądały się temu wszystkiemu trochę ze strachem i z zaciekawieniem zarazem. Stary szaman wrzucił do ogniska coś, co spowodowało, że płomienie zatańczyły do muzyki unosząc się jeszcze wyżej. Na ziemi palcem narysował jakiś znak, po czym posypał go ziemią i ziołami, które następnie wyrzucił w powietrze. Następnie zaczął coś mówić. Maluchy nie słyszały, co tam szaman szeptał. W końcu machnął ręką i wszystko umilkło. Nie było słychać bębnów ani nawet najmniejszego szelestu listka, którym wiatr mógłby poruszać. Szaman kazał dzieciom usiąść i spojrzeć głęboko w płomieni, wsłuchać się nie. Przodkowie powiedzieli mu wystarczająco dużo. Teraz była pora, aby małe dzieci usłyszały ich głos. To, co usłyszeć miały przekazać staremu szamanowi. Taureniątka z uwaga starały się wsłuchać w płomieni, chciały dosłyszeć głos swoich Przodków. W końcu oboje prawie natychmiast spojrzały na starca. W ich wzroku można było zauważyć pewność, dumę oraz pewną zmianę. Właśnie od tego momentu oprócz imienia zaczną podążać nieświadomie swoją drogą życia, drogą mówiąca o tym, kim będą jak staną się starsze. Podeszły bliżej starca i na ucho powiedziały u to, co same usłyszały. Ten przytaknął im skinieniem łba i spojrzał po obecnych, którzy wyczekiwali na jego słowa. Cisza został przerwana przez muzykę, która znów niosła się po wiosce i górach. Szaman przemówił do zebranych. Oświadczył, że duchy powiedziały jak zwać się małe dzieci będą, a one same to potwierdziły. Od tego momentu chłopiec zwać się będzie Racheve, a dziewczynka Takoja. Po tej wiadomości dzieci podbiegły do rodziców i przytuliły się do nich z radością. Wiedziały, że teraz wiele rzeczy się zmieni, że nie będą już tylko małymi dziećmi. Będą mogły już mówić imiona reszty mieszkańców wioski. Teraz traktowane będą z większą powagą, o czym świadczyć może zaszczyt uczestnictwa w plemiennych polowaniach. Nie jakieś poważne, ale takie mniejsze, bezpieczniejsze. Przez resztę wieczoru świętowano uroczyście tańcząc przy ognisku, śpiewając i dzieląc się jadłem.


Takoja i Racheve oprócz nauk przyjmowanych od rodziców nadal dużo czasu spędzili słuchając mądrości starego szamana, którego w końcu imię poznały. Zwał się Durva Ślepy Wędrowiec. Dzieci nie wiedziały czemu „Ślepy Wędrowiec”, szaman wydawał się im, że widzi i to dobrze. Nie zagłębiały się jednak długo nad tymi myślami.
Takoja i Racheve rośli w spokoju nieszarpani przez problemy wioski. Za młodzi byli jeszcze, aby zrozumieć je. Nie można być jednak całe życie nieświadomym, mimo że mogło być to wygodne. Przestali być już dziećmi, a stali się młodzikami, zdolnymi do walki oraz poświeceń. Nie byli jeszcze dojrzali. Niestety w obliczy zagrożeń nie ma znaczenia czy się jest o ileś tam lat młodszy czy starszy. Każdy musiał wypełniać powierzoną mu funkcje. Takoja wraz z wiekiem zdobyła dużo różnych umiejętności. Sam kolor jej sierści się zmieniał, dawniej górował kolor czary teraz był w mniejszości. Racheve zapuścił już burdę, a raczej jej zalążki. Jego sierść natomiast z brązowego nabrała odcieniu bardziej czerwonego. Oboje chodzili na małe polowania w górach, nie pozwalano im schodzić na tereny położone niżej. Ze względu na niebezpieczeństwa czyhając właśnie tam. Młoda Takoja bardzo lubiła spędzać czas wśród zwierząt i darzyła je wielkim szacunkiem, kiedy to Racheve pałał uwielbieniem do broni i walki. Były to pierwsze widoczne oznaki dróg, jakimi przyjaciele mieli pójść. Wkrótce to młodzi towarzysze będą musieli przejść kolejny rytuał, bardziej niebezpieczny od tego z dzieciństwa, gdzie liczyć sami na siebie będą musieli.


Nastał właśnie noc, kiedy dwójka przyjaciół dowie się o swym rytuale. Dwa wielkie wilki stanęły na skale wyjąć ku chwale Mu'shy, który już górował na niebie i oświetlał drogę duchom. Takoja i Racheve przyszli na górę zwaną Tehajoalaka. Oznaczyło to mniej więcej Góra Duchów. Oboje ubrani byli w ceremonialne stroje uszyte ze skóry wilka i niedźwiedzia. Na górze czekał na nich już Durva, widać było, że czas się z nim nie obszedł łaskawie. Nie zmieniało to faktu, że nadal był głównym Szamanem wioski. Rozpalił ognisko i kazał dwójce usiąść po drugiej stronie. Z woreczka wyciągnął garść ziół i rzucił je w powietrze, następnie spojrzał na młodych.
- Nastał już czas abyście upewnili się w drodze, jaka podążać będziecie- Rzekł spokojnie patrząc na dwójkę. Wątpliwości nie miał, kim będzie, a raczej już jest Racheve. Jednak z Takoja był mały problem. Jej zamiłowanie do zwierząt.. Nie określiła ona sama drogi, która podążać do końca pragnie. Same duchy tego nie wiedzą. Czy to dziewczę druidką zastanie czy też łowczynią.


Młode Taureny przytaknęły tylko głowa słuchając uważnie tego, co ma im do powiedzenia. Durva przekazał im informacje na temat kolejnego zadania. Każde z nich wykonać je miało samo, bez pomocy drugiej osoby. Także każde w inne miejsce gór wysłane zostanie na trzy okrążenia An'shu. Zapewnił także ich, że Matka Ziemia czuwa nad nimi i nie muszą się bać o życie, jednak postępować w lekceważący lub głupie sposób nie mogą. Wrócić na to wzgórze mają, kiedy to ukończą to zadnie. Oboje przytaknęli i ruszyli przygotować się do wyprawy. A o świcie opuścili domy nim, ktoś z wioski obudzić się zdołał.


Takoja z nie dużym bagażem, bo tylko z toporkiem ruszyła w góry, w których nie było jej dane być wcześniej. Nie była zbyt pewna siebie idąc tak po nieznanym sobie terenie. Wiedziała jednak, że jeśli postępować mądrze będzie nic się jej nie stanie, a Matka Ziemia jej dopomoże w ukończeniu wyprawy i wróci cała do domu. Krocząc po ziemi rozglądał się uważnie i w końcu przysiadła pod jednym z drzew. An'shu był wysoko, a młoda taurenka zgłodniała. Jedzenia i picia nie wolno im było zabrać ze sobą. Westchnęła ciężej i rozejrzała się po miejscu. Było dość surowe. Prawie same skały i gdzieniegdzie jakieś krzaki lub drzewo. Z rezygnacja poszła dalej przed siebie. Wędrowała tak aż do wieczora. Usiadła na skałce i spojrzała na niebo. Zastanawiała się czy jej tato też patrzy na niebo, czy martwi się o nią. Ciekawiło ja też czy Racheve daje sobie rade tam gdzie jest. Nagle do jej uszu doszedł dźwięk łamanej gałązki. Odwróciła się i ujrzała ślepia niedźwiedzia. Wielkiego dorosłego osobnika stojącego niedaleko za nią. Takoja szybko wstała i chwyciła do reki swój jakże marnie wyglądający toporek. Nie miała zamiaru atakować, głupotą to by było. Za bardzo też darzyła zwierzęta szacunkiem, aby sama je prowokować. Niedźwiedź ryknął głośno i zbliżył się do niej. Taurenka mocniej zacisnęła dłoń na drewnianym trzonie broni. Obserwowała zwierze z uwagą. Nie cofała się, ale też nie robiła kroków ku przodu. Niedźwiedź nic sobie z tego nie robił i ruszył na stojącą taurenka. Ta widząc to odskoczyła w bok. Nadal nie atakowała tylko starała się uniki robić. Za dużo jej się nie udało. Niedźwiedzie to zwierzęta bardzo silne i szybkie zarazem. Została przygnieciona do ziemi przez bestie, która najwyraźniej miała chrapkę na kolacje zjeść sobie ją. Takoja nadal trzymała swój toporek w ręce. Spojrzała tylko na niedźwiedzia i poprosiła o wybaczenie, po czym z całych sił, które jej zostały wbiła broń w czaszkę bestii. Niedźwiedź tylko ryknął i padł martwy. Młoda taurenka odetchnęła z ulgą. Była mocno ranna w nogę i bok. Nie mogła jednak wrócić do wioski. Noc w górach jest bardzo zimna. Takoja miała na sobie tylko spodenki i bluzę ze skóry, które teraz były mocno pokiereszowane przez pazury bestii. Nie zajęła się jednak sobą, najpierw kucnęła przy zabitym niedźwiedziu i wyciągnęła broń z głowy zwierzęcia. Położyła ją na ziemi obok, po czym przytuliła się do martwego zwierzęcia i ze łzami w oczach przepraszała je za to, iż odebrała mu życie, tak cenne. Kiedy doszła do siebie w końcu ponownie przeprosiła niedźwiedzia i podziękowała zarazem mu. Dzięki takiej ilości mięsa na pewno te trzy dni przeżyje bez głodu, a dzięki skórze nie zamarznie w nocy. Nie ruszała się daleko od miejsca, gdzie to wszystko się stało. Na kolejny dzień zbierając drewno zauważył tropy, kota górskiego. Kucnęła przy nich odkładając drewno z boku. Tropy były świeże, rozejrzała się dookoła uważnie trzymając w dłoni toporek. Kot pojawił się przed nią obserwując ją swymi bystrymi oczyma. Takoja spojrzała na zwierze, widać było, że nie jadło od dłuższego czasu. Odłożyła toporek tam gdzie położyła mały stosik drewna.
- Widzę, że jesteś głodny. Nie zrobię Ci nic, widzisz- Rzekła odkładając swoja jedyna broń.
Kot górski tylko ryknął głośno na taurenkę i machnął ogonem energicznie.
- Chodź, mam dużo jedzenia, podzielę się- Dodała i ruszyła z powrotem do miejsca gdzie zabiła niedźwiedzia.
Kot spojrzał na nią i przechylił głowę lekko na bok. Wahał się przez moment, po czym nie ufnie podążył za taurenką. Nie minęło dużo czasu, kiedy doszli na miejsce. Takoja dała mięsa zwierzęciu, które je szybko zjadło, po czym oblizało pysk z zadowoleniem.
- No widzisz- Rzekła z uśmiechem Takoja do kota i wyciągnęła do niego dłoń drapiąc go za uchem chwile. Kot był zaskoczony zachowaniem taurenki. Wskoczył na skałkę wyżej i położył się obserwując ją uważnie. Takoja uśmiechnęła się tylko pod nosem i poszła po drewno i toporek. Kiedy nastał mrok rozpaliła ognisko. Spoglądała na niebo i gwiazdy, które były rozsiane na nim. Rozmyślała.


Ostatniego dnia pogoda była strasznie kapryśna. Ciągle padało, powodując, że skały były bardzo śliskie. Takoja podniosła się i biorąc skórę i czaszkę niedźwiedzia ruszyła niepewnym krokiem w stronę powrotną. Droga nie była łatwa, krople deszczu nie tylko powodowały, że droga była bardziej niebezpieczna, także przeszkadzały w widzeniu. Czuła jednak, że da rade, że wróci cała z tej wyprawy. Tak też się stało. Nim zapadł zmierzch udała się na Górę Duchów. Chciała najpierw podążyć do domu, przywitać się z rodzicami i Recheve. Nim zapadł zmierzch wdrapała się na szczyt. Jej przyjaciel już tam był i z radosnym uśmiechem powitał Takoje. Taurenka położyła skórę i czaszkę niedźwiedzia na ziemi i odetchnęła z ulga widząc go całego. Wzrok skierował na szamana, który spoglądał na nich uważnie. Wrzucił do ogniska jakieś ziele, a płomienie wyskoczyły wysoko ku niebu. Dwójka Taurenów z wielkim zdumieniem patrzyła na nie. Takoja nagle poczuła się dziwnie. Rozejrzała się dookoła. Była sama, tylko ona i pustka. Zlękła się bardzo. Wstała i nasłuchiwała uważnie. Machnęła nerwowo ogonem. Z ciemności wyłonił się niedźwiedź. Ten sam, którego młoda Taurenka zabiła nie tak dawno. Zrobiła kilak kroków do tyłu. Była bezbronna, a bestia szła wolno w jej stronę. Takoja mimo strachu stanęła mocniej na ziemi patrząc na bestię oczyma pełnymi nie strachu, a siłą. Zwierze zatrzymało się i spojrzało na nią. Następnie robiło się coraz bardziej przezroczyste, aż w końcu było niczym duch. Takoja była w istnym szoku, nie wiedziała, co się dzieje. Duch okrążał ją kilka krotnie aż w końcu przenikał przez nią ją. W pewnym momencie zatrzymał się tuż przed młoda taurenką i wpatrywał się w jej oczy. Nagle łapa dotknął ją i wnikł do jej wnętrza. W tym samym momencie poczuła przeraźliwy ból, jakiego nie dało jej się nigdy poczuć. Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Po kilku chwilach na jej pysku pojawiły się pasy. Po cztery z każdej strony twarzy. Mieniły się na początku błękitnym światłem. Takoja nie wiedziała, co się dzieje, jednak nie wiedziała również, czemu nie odczuwa strachu. Uczucie bólu znikło tak szybko jak się pojawiło. Jedyne, co zostało to te pasy na pysku taurenki. Znów była sama, a zarazem czuła czyjąś obecność. Nie umiała tego wytłumaczyć. Nagle z oddali usłyszała jakieś ciche kroki. Odwróciła się w tym kierunku i wyczekiwała na to, co ma nadejść. Z ciemności wyłonił się kot górski, ten sam, którego spotkała nie tak dawno. Kucnęła i przyglądał się mu. Zwierze podeszło do niej na kilka kroków, po czym zrobiło skok. W tym samym momencie Takoja podniosła się. Kot przeskoczył przez nią, przenikając Takoje. Taurenka znów poczuła ból, ale inny, niż ten wcześniejszy. Odwróciła się i spojrzała na kota. Ten tylko ryknął głośno. Z pleców Takoi wydobywało się światło o brawie czerwonej, które szybko znikło. Zostały tylko białe ślady na jej łopatkach. Ślady, które po chwili nabrały kształtów dwóch lwich łbów. Kot znikł, a przed nią pojawiała się jakaś niewyraźna postać..
- Droga twa szlakiem będzie. Los rzeką przepłynie. Na przekór odejść będziesz musiała, nie zagrzejesz miejsca, wiatr nieść cie będzie i szeptać poezje będzie. Nie uciekniesz. Zwierzęta znaczyć drogę ci będą. To, co czuć będziesz zniknie w dali. Spokój ducha nie odnajdziesz. Szacunek ofiarom swych składaj, cierpienia większego doznać możesz. Zaufanie nie pokładaj w jednym tylko, ufności nie poddawaj się. Odejdź, nie wracaj więcej- Zjawa rzekła i znikła.


Takoi zakręciło sie w głowie i usiadła. Zamknęła na moment oczy, a kiedy otworzyła siedziała przed ogniskiem tuż obok Racheve i szamana. Spojrzała na ognisko w milczeniu. Nie wiedziała, co ma to wszystko oznaczać, co to w ogóle było. Sen? Szaman podszedł do młodej taurenki
- Twym przeznaczeniem jest łowcą być...- Rzekł z lekkim uśmiechem- Wiesz, co Cie czeka, wiesz, co zrobić będziesz musiała młoda łowczyni...- Dodał i spojrzał na Turena siedzącego obok- Twój przyjaciel już poznał swą drogę, drogę wojownika. Wracajcie do domów.


Oboje skierowali się do wioski. Młoda łowczyni nie wiedziała, co to ma wszystko znaczyć. Szła cały czas milczeniu. Docierając jednak do domu uradowała się widząc swych rodziców. Opowiedziała wszystko, prócz tego, co mówiła jej zjawa. Dni mijały jej i Racheve w spokoju. Mogli uczestniczyć już w pełnym życiu plemienia.
Pewnego ranka, kiedy obudziła się doszły ją słuchy, o ataku na Srogi Totem. Nie rozumiała powodu takiej mobilizacji. Walczyli nie raz, ale teraz było widać determinacje całej wioski. Racheve wytłumaczył jej powody. Srogi Totem porwał jedna osobę z nas. Nie godzili się także na żadne warunki oddania jej. Cała wioska postanowiła w końcu pokazać im, że nie dadzą się tak traktować i nie godzą się na porwania kogoś z naszego małego plemnia. Kiedy Mu'sha pojawił się na niebie zebrali się Taureni i zeszli na dół. Takoja była jedna z osób idących z tyłu. Miała za zadanie prowadzić atak z dystansu. Racheve zaś był w drugiej linii. Kiedy zeszli z gór zaczęło się. Walka trwała bardzo długo. Obie strony pokazywały, na co ich stać, nie raz zaskakując druga stronę. Takoja nie raz była zmuszona do walki w zwarciu. Niestety Srogi Totem był liczniejszy. Taureni zostali zmuszeniu do odwrotu. Będąc już znów na swych ziemiach zabrali się za leczenie rannych osób. Takoja wśród wszystkich ocalałych szukała swego przyjaciela, nie odnalazła go jednak. Obawiała się najgorszego. Chciała wrócić na dół, chciała go odnaleźć.. Nie zdołała jednak. Nie miała pojęcia, co się z nim stało. Czy przeżył, ale nie zdołał na górę się udać, czy go schwytali. Od tamtej bitwy taurenka przesiadywał dużo czasu wpatrując się w niebo. Zaczęła się coraz bardziej oddalać o swej rodziny i swego domu. Po pewnym czasie powiła na świat dziecko. Kochała je i nie chciała zostawiać. Postanowiła jednak, że odejdzie, nie ma tutaj już nic, co by ją trzymało, nic prócz dziecka. Jej decyzji jednak była ostateczna. Zostawiła maleństwo u swych rodziców, a sama opuściła w nocy wioskę. Przed odejściem spotkała szamana. Wymienili się tylko spojrzeniami. Żadne z nich nic nie powiedziało. Wiedziała, że już nie ma powrotu, nie może patrzeć na to, co było, ciągniecie dziecka ze sobą przyniosłoby tylko obu zgubę. W wiosce maleństwo będzie bezpieczniejsze i otoczone troską, miłością, której ona dać jak sądziła nie będzie w stanie.
Takoja zaczęła nowe życie nie odwracając się do tyłu. Wędruje po świecie w poszukiwaniu spokoju, który jak uważała nie był jej dany tak na prawdę.
CDN?

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki